TheGrue.org

Relacja z DFBG 2017 – trasa Ultra Trail (68km)

W tym roku do Lądek-Zdrój przybyłem z rodziną i koleżanką Justyną w czwartek, co pozwoliło nam zobaczyć start Biegu 7 Szczytów (240 km) oraz Super Trail (130 km).

Ja byłem pełen podziwu dla wszystkich startujących na tych morderczych dystansach, a dzieci nie mogły uwierzyć, że część tych zawodników wróci do Lądka za dwa dni. My (ja i Justyna) wybraliśmy dystans 68 km.  Dzień poprzedzający bieg przeznaczyliśmy na zwiedzanie Jaskini Niedźwiedziej, poszukiwania minerałów na składowisku odpadów kopalni uranu w Kletnie oraz wizytę w Muzeum Minerałów w Stroniu Śląskim. Start naszego biegu zaplanowany został na sobotę o 6:00, więc pobudkę zaplanowałem na 4:20. Z kolei Justyna tak była zestresowana biegiem (najdłuższy dystans w jej „karierze biegowej”), że nie mogła zmrużyć oka i cały czas poganiała mnie, że już musimy wychodzić mimo, że z naszego miejsca noclegowego mieliśmy tylko 10 min spacerem do miejsca startu.

Tuż przed startem mieliśmy chwilę na rozmowy ze znajomymi, a o 6:00 ruszyliśmy w stronę Trojaka. Jak zwykle na początku po głowie krążą myśli o bezcelowości mych wysiłków, ale „pierwsza krew” (krople potu) powoduje wzbudzenie adrenaliny i chęć parcia do przodu. Po dotarciu do Przęłęczy Kąrpowskiej skręcamy na południe i przemieszamy się wzdłuż szlaku granicznego polsko-czeskiego.  Pierwszy punkt  z wodą znajdował się na Przełączy Gierałtowskiej, a następnie trasy prowadziła do Nowego Gierałtowa, skąd początkowo kilkukilometrowym odcinkiem asfaltu, a potem leśną drogą zmierzaliśmy w stronę najwyższego wzniesienia na trasie (Czernica, 1083 m n.p.m.).   Ostatni fragment podejścia był bardzo stromy, co spowodowało pierwsze kryzysy u niektórych zawodników. Ja zabrałem na trasę kijki, co pozwoliło mi oszczędzić trochę zdrowia na tym podejściu.  Po dotarciu do szczytu zaczyna się zbieg do Starego Gierałtowa, początkowo asfaltem, a potem drogami i szlakami leśnymi . W Starym Gierałtowie kolejny punkt z wodą oraz żywnością, więc uzupełniam wodę w bukłaku, porywam żelki, wyrzucam opakowania po żelach i biegnę dalej. Ten fragment trasy został częściowo poprowadzony przez las, momentami silnie zarośnięty, a następnie drogą leśną Znowu docieram do Przełęczy Kąrpowskiej, a następnie skręcam na północ w stronę Złotego Stoku. Reszta odcinka biegu pokrywa się z trasą Złotego Maratonu, którą biegłem w roku poprzednim. Tym razem byłem świadomy czekającego mnie wysiłku i przygotowany na trudy trasy. Do Przełęczy Lądeckiej trasa wiodła wąskim szlakiem porośniętym jeżynami, trawami i usłanej kamieniami i korzeniami, co powodowało, że cały czas musiałem być skoncentrowany. Na przełączy uzupełniam wodę, znowu zabieram garść żelków i w lepszym nastroju podążam dalej. Po drodze czeka jeszcze jedno dłuższe i kilka krótszych stromych podejść, które dają mocno w kość. W Złotym Stoku jestem kilkanaście minut po 12, polewam głowę wodą, ostatni raz uzupełniam wodę w bukłaku, zjadam słodycze, wypijam kilka kubków coli, a następnie wyruszam na ostatnie 21 km trasy, gdzie zostały w zasadzie dwa długie podejścia. Pierwsze z nich prowadzi na Jawornik Wielki, a po nim następuje zbieg do Orłowca, gdzie znajduje się ostatni punkt żywieniowy. Na punkcie wypijam kilka kubków coli i szybko ruszam dalej. Ostatnie podejście to komfortowa droga szutrowa, która początkowo zmierza w górę, a potem następuje zbieg do Ladka-Zdrój. Około 3 kilometry przed metą zaczyna się asfalt, ale zaciskam zęby i staram się wykorzystać każdą pochyłość terenu aby biec. Do mety docieram o 15:30 szczęśliwy, że udało mi przebiec trasę bez żadnych kryzysów i bólu. Na pewno pomogło mi w tym regularne przyjmowanie żeli oraz elektrolitów (tabletki saltstick). Co prawda, w połowie trasy przyszło obrzydzenie przy piciu wody, ale butelka coli w plecaku pozwoliła mi trochę urozmaicić smak w ustach. Przed obtarciami uchronił mnie krem Sportique, a jedyną dolegliwością był pęcherz na stopie. Justyna dobiega do mety tuż przed 17:00 cała i szczęśliwa, ale trochę poobcierana. Po biegu wymieniamy opinie i porównujemy tę trasę z biegiem w Krynicy na dystansie 64 km. Stwierdzamy, że trasa biegu krynickiego, pomimo nieco większego przewyższenia jest znacznie łatwiejsza technicznie, a co za tym idzie mniej męcząca. 

W tym roku organizatorzy wprowadzili dla zawodników obowiązek  posiadania kubków, ale dziwne dla mnie było to, że obowiązek ten nie dotyczył zawodników maratonu i półmaratonu. W sumie jednak można stwierdzić, że organizatorzy dołożyli wszystkich starań aby zawodnicy byli jak najbardziej ukontentowani udziałem w imprezie (dobre oznakowanie trasy, duży wybór jedzenia na punktach). Nawet pogoda nie była tak straszna jak w roku ubiegłym. Polecam tę imprezę, ja już zarezerwowałem noclegi na przyszły rok, a pod znakiem zapytania pozostaje jedynie dystans.

Autor: Tymoteusz Zydroń

  

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Współorganizatorzy

Współdziałanie

Sponsorzy Biegów

Patronat medialny