TheGrue.org

Relacja Tymka z Biegu Wierchami Ultra+55

W tym roku odbyła się czwarta edycja imprezy Bieg Wierchami, która oferowała biegaczom trzy dystanse: 10, 30 i 55 km. Ja zdecydowałem się na najdłuższą trasę, która została poprowadzona ze Starej Lubovni na Słowacji do „naszego” Rytra, co z pewnością stanowiło sporą atrakcję dla uczestników.

Podobną decyzję podjęli również moi koledzy z Brzeska: Jacek i Jarek. Rozpoczęcia biegu zaplanowano na 6:00, a dla ułatwienia zawodnikom życia organizatorzy zorganizowali transport z Rytra na miejsce startu. Pobudka po 3, wyjazd z Ryto o 4:30, a w Starej Lubovni byliśmy kilkanaście minut po 5:00. Przed startem w murach zamku gospodarze przygotowali dla biegaczy pokaz ptaków drapieżnych, był też czas na rozmowy ze znajomymi.

Tuż przed startem życzymy sobie powodzenia i ruszamy do przodu. Pierwsza część trasy skłania do szybkiego biegu, co powoduje, że szybko znika mi Jacek, ale pozostał jeszcze Jarek, który postanowił, że przebiegnie ze mną całą trasę. Niestety plany rozsypują się po kilku kilometrach, bo moje ciało nie chce współpracować z głową, więc pozostałe 50 km przemierzam w samotności przerywanej chwilami rozmowy z innymi zawodnikami, którzy mnie wyprzedzają albo są wyprzedzani przez mnie. Pierwszy punkt żywieniowy w Litmanowej zaliczam po ok. 1,5 godziny biegu. Zabieram kilka żelków i ruszam na kolejny odcinek. Prawie cały czas pada deszcz, co sprawia, że temperatura jest komfortowa, a zapotrzebowanie na wodę niewielkie. Trasa w dużej części prowadzi łąkami, momentami lasami, a tylko gdzieniegdzie pojawiają się skały. Dobiegając do polskiej granicy (Szczop) wbiegamy na typowe szlaki Beskidu Sądeckiego, na których zalega błoto, kamienie i korzenie. Ze Szczopu trasa prowadzi w stronę schroniska na Przehybie, a po drodze zlokalizowano kolejny punkt żywieniowy (Przełęcz Żłobki), gdzie była możliwość wypicia ciepłej herbaty, która z mojego doświadczenia sprawdza się w każdych warunkach. Na kolejnym punkcie – Przehyba – uzupełniam wodą, porywam kanapkę z serem i zbiegam przez Wietrzne Dziury do Rytra. Po drodze słyszę fragment dialogu pary turystów, że „Widziałeś? Biegnie i jeszcze je kanapkę!” Zbiegając do Rytra mijam się z zawodnikami tras 30 i 10 km, ale wbrew moim obawom nie przeszkadzamy sobie. Miło też zobaczyć i pozdrowić znajomych. W pewnym momencie kończy się las, zaczyna fragment łąki przeplatanej asfaltem i jestem już w prawie w centrum Rytra. Przeprawa pod nasypem kolejowym, przejście drogi krajowej i płaski odcinek wzdłuż Popradu. Przed mostem kolejny punkt żywieniowy – parę łyków coli, banan i zaczyna się 5 km podejście pod Makowicę. Początek po asfalcie, potem coraz ostrzej, a końcowy odcinek przed szczytem przemierzam w ścianie deszczu i mgle. W międzyczasie dzwoni do mnie żona z informacją, że Jacek jest już na mecie (tak się biega, gdy człowiek regularnie trenuje i nie dźwiga zbędnych kilogramów). Na zbiegu doganiam Jarka, któremu odnowiła się kontuzja kolana, a w dodatku został bez picia. Dzielę się z nim colą i zostawiając go (na szczęście byliśmy blisko cywilizacji) zbiegam swoim tempem pod ruiny zamku, gdzie przybijam piątkę z rycerzem. Ponownie zbiegam do Popradu i przeprawiam się na drugi brzeg. Zostały ostatnie 3 km trasy, które wiodą lekko pod górkę asfaltem do Hotelu Perła Południa. W sumie wyszło prawie 58 k m biegu. Na mecie dostaję do ręki wodę mineralną i piwo, zjadam szybko posiłek regeneracyjny i idę pod prysznic do basenu hotelowego (usługa odstępna w ramach pakietu).

Organizatorzy jak zwykle zaskoczyli biegaczy niestandardowym pakietem startowym, każdy z uczestników trasy +55 i 30 km dostał gliniany kufel do piwa z wyrysowaną trasą. Na pewno miło będzie powspominać przy kufelku tegoroczny bieg, a ciekawe jak trasa będzie wyglądać w roku przyszłym.

autor: Tymek Zydroń

fot.: Leszek Winiarek

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Współorganizatorzy

Współdziałanie

Sponsorzy Biegów

Patronat medialny