TheGrue.org
V Regatta Bieg Wierchami
Fakro
Regatta
Liga Biegów Patriotycznych
STOPER

Relacja z DFBG w Lądku-Zdrój (21-24.07.2016)

W tym roku odbyła się czwarta edycja Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich (DFBG). Organizatorzy przygotowali dla uczestników 7 tras (240, 130, 110, 68, 44, 21 i 10 km), więc każdy mógł znaleźć coś odpowiedniego dla siebie.

 

Festiwal zaczął się w czwartek o 18:00 biegami na 240 i 130 km. Ja zdecydowałem się na Złoty Maraton, chociaż przez długi czas rozważałem start na 65 km. W sumie wybór był odpowiedni w kontekście miesiąc wcześniej przebiegniętego SGS, który mnie strasznie sponiewierał i udowodnił, że bieganie maratonów górskich w upale to wyższy stopień wtajemniczenia, do którego trzeba „dorosnąć”.

 

W Lądku-Zdrój wybrałem się z rodziną i koleżanką Justyną z Brzeska, która wybrała start w Złotym Półmaratonie. Do biura dotarliśmy w piątek po południu, odebraliśmy pakiety startowe i zaczęło się poszukiwanie miejsca na posiłek. Niestety baza restauracji pozostawia bardzo wiele do życzenia, w zasadzie w centrum są tylko 2 restauracje, ale my wybraliśmy Restaurację Rybną położoną kilkaset metrów od centrum. W międzyczasie spotkaliśmy zawodników, którzy wybierali się do Kudowy-Zdrój na start 110 km. Organizatorzy przygotowali autobusy, które o 18:30 wyjechały z centrum zdroju.

 

W sobotę o 6:00 odbył się start biegu na 65km, a start maratonu zaplanowano na godz. 11:00. Parę minut przed 11 na metę w Lądku wbiegła Kinga Kwiatkowska, która jednocześnie została pierwszą kobietą biegu K-B-L (110 km) – WIELKIE GRATULACJE!!!!!. O 11 wyruszamy na trasę maratonu, a 30 minut później startuje półmaraton. W gronie maratończyków był również główny organizator biegu Rzeźniku oraz jeden z bardziej znanych ultrasów z Hiszpanii. Pierwsze 20 km maratonu to trudna technicznie trasa, która poprowadzona została w większości wąskimi leśnymi ścieżkami pełnymi kamieni i korzeni. W wielu miejscach wyprzedzanie było praktycznie niemożliwe. Na tym odcinku były 3 dłuższe podejścia, przy których pomocne byłyby kijki (gdybym miał). Już przy pierwszym podejściu parę osób rezygnuje z dalszego biegu. Pierwszy punkt żywieniowy zlokalizowany został na 10 km, a po kolejnych 12 km zbiegaliśmy do następnego punktu w Złotym Stoku (kamieniołom przy kopalni złota). Wolontariusze wylewają mi na głowę sporo wody, zjadam orzeszki ziemne, żelki i ruszam dalej. Spotykam klika osób z trasy 65 km, którym limit czasu kończył się za 3 godziny i głośno zastanawiali się czy zdążą wrócić na czas do Lądku-Zdrój. Od tego miejsca zostały 2 długie podejścia (w sumie ok. 900 m w górę), a ja wreszcie zacząłem myśleć, że tym razem obejdzie się bez kryzysów. Cały czas staram się pić dużo wody – do Złotego Stoku zdążyłem wypić ponad 1,5 litra wody, a na dalszym odcinku podobnie. Pierwsze podejście (pod Jawornik) poprowadzone zostało w większości drogą szutrową lub szeroką drogą leśną, więc są odcinki, które można biec stosunkowo szybko. Z Jawornika zaczynał się szybki zbieg do Orłowca, gdzie znajdował się ostatni punkt z wodą. Warto nadmienić, że na każdym z punktów organizatorzy przygotowali do picia wodę, izotonik i colę, a do jedzenia były owoce (kawałki pomarańczy i arbuzów), rodzynki, orzeszki, żelki, więc chyba każdy z uczestników mógł coś wybrać dla siebie. Z Orłowca do mety zostało 12 km, w tym podejście w okolice Gomółkę, a dalej został już zbieg. Odcinek ten pokonuję wspólnie z Niną z Warszawy (też uczestniczką maratonu) wymieniając uwagi odnośnie innych tras biegowych w naszym kraju i dalszych planów biegowych. Po drodze spotykamy uczestników K-B-L (czapki z głów) i trasy 65 km. Ostatnie 5 km trasy to zbieg, początkowo szutrem, a pod koniec asfaltem. Po prawie 6 godzinach docieram do mety, cały i zdrowy, i chyba najmniej zmęczony z wszystkich biegów. Wolontariusz zakłada mi medal na szyję, sięgam szybko po colę, składam gratulację innym uczestnikom i szczęśliwy wracam do miejsca noclegu na prysznic. Wypijam duszkiem 1 litr wody i coli. Po kąpieli wracam w okolice mety na posiłek regeneracyjny, a potem zaczynam uzupełniać wodę. W sumie wypijam jeszcze ponad 2 litry wody (mineralna i soki) zanim odwiedzam toaletę. Dane te świadczą o sporym odwodnieniu, ale dają też wyobrażenie, jakim obciążeniom poddawane są nasze organizmy podczas biegów długodystansowych. Tym większy szacunek trzeba mieć dla osób, które zdecydowały się na dłuższe dystanse. Około godz. 20 (po 50 godz. biegu) na metę Trasy 7 Szczytów (240 km) wbiega małżeństwo i zarazem pierwsza kobieta. Potem dowiaduję się, że metę tej trasy osiągnęły tylko 3 kobiety oraz 38 mężczyzn. Jeszcze kilka godzin (22:00) i trasy zostają zamknięte.

 

Na niedzielę zaplanowany został bieg na 10 km (chyba jedyny charytatywny bieg górski, jaki znam) oraz biegi dla dzieci, a od 14:00 zaczyna się ceremonia rozdania nagród uczestnikom biegów.

 

Był to mój pierwszy udział w DFBG i na pewno tutaj jeszcze wrócę, ale pewnie na innej trasie. Wszystkim polecam tę imprezę, organizacja stoi na bardzo wysokim poziomie, a każdy uczestnik na mecie traktowany jest jak zwycięzca. Minusem imprezy jest dosyć skromna baza noclegowa, ale noclegów można poszukać również w sąsiednich miejscowościach. W okolicy znajduje się mnóstwo ciekawych miejsc do zwiedzania, a godne polecenia są m.in. jaskinie (Niedźwiedzia i Radochowska), Kopalnia Uranu w Kletnie, Kopalnia Złota i Park Linowy w Złotym Stoku, Twierdza Kłodzko.

 

Autor: Tymek Zydroń

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Współorganizatorzy

Partnerzy Biegów

Sponsorzy Biegów

Patronat medialny